Dodaj do ulubionych

Wywiad Gazety Leśnej. Tadeusz Wilczyński

W rozmowach ze znajomymi bywam zaskakiwany – mówią o rekreacji, ochronie przyrody, klimacie, ale nie wspominają o tym, że las dostarcza surowiec, z którego wszyscy korzystamy na co dzień – mówi Tadeusz Wilczyński, dyrektor RDLP w Białymstoku. 
 

Magdalena Bodziak: Czy jako szef dyrekcji pod największym napięciem organizacji związanych z ochroną przyrody, czuje się Pan ciągle jak na wojnie? 
Tadeusz Wilczyński: Kiedyś mówiliśmy o problemach, dziś raczej o wyzwaniach – staram się tak na to patrzeć. Moja dyrekcja nie funkcjonuje w oderwaniu – ani od innych jednostek, ani od całego kraju. Jesteśmy częścią większego systemu i mamy w nim swoje miejsce. 

Dlatego nie możemy się ograniczać myśleniem tylko o tym, że zarządzamy wyjątkowo cennymi przyrodniczo terenami. Staramy się widzieć szerszy kontekst – Polski i oczekiwań społecznych.
Nasze środowisko to głównie społeczności wiejskie i małomiasteczkowe, które dobrze rozumieją specyfikę gospodarki leśnej.

Przy tym wsłuchujemy się w potrzeby społeczne, także środowisk miejskich, które dziś w dużej mierze kształtują debatę publiczną i mają  bardzo różne oczekiwania wobec lasów.

Jako instytucja jesteśmy zaskakiwani nieszablonowym podejściem organu miejscowej administracji. To nieraz trudna próba zrozumienia działań nieujętych w wartości wymierne, pomijających naukowe podstawy działań czy złożoność procesów.

To jakie są te oczekiwania wielkomiejskie?
Często zupełnie pomijają funkcję produkcyjną lasów. W rozmowach ze znajomymi bywam zaskakiwany – mówią o rekreacji, ochronie przyrody, klimacie, ale nie wspominają o tym, że las dostarcza surowiec, z którego wszyscy korzystamy na co dzień. Często ludzie z miast zapominają, że drewno jest wpisane w naszą codzienność, każdego z nas.

Oczekiwania zwiększają się, przy czym nie zawsze jest świadomość, że lasy są instytucją samofinansującą się i spełniającą różne funkcje nie tylko rekreacji. Naszym celem jest zachowanie trwałości i stabilności lasów, bez tego ciężko mówić o realizacji jakichkolwiek funkcji, a tym samym i oczekiwań mieszkańców zarówno wielkich miast, jak i małych wsi. 

Jak wygląda codzienna praca w tak wymagającym regionie?
Jest coraz trudniejsza. Nakłada się wiele form ochrony przyrody, często na tych samych obszarach. Leśnicy w terenie muszą orientować się w skomplikowanej siatce regulacji. To rodzi niepewność – łatwo o sytuację, w której ktoś może zostać oskarżony o nieprawidłowe działanie, nawet jeśli działał w dobrej wierze.
A teraz dodatkowo czeka nas przebudowa drzewostanów to działania, które powinniśmy  podjąć wobec zmian klimatu.

Powinniśmy korzystać z dostępnych narzędzi, takich jak trzebieże przekształceniowe, mieć odwagę podejmować trudne decyzje. Zwłaszcza tam, gdzie wiemy, że dane drzewostany – ze względu na skład gatunkowy, siedlisko czy warunki wodne – są zagrożone. Tu warto wspomnieć, że białostoccy leśnicy są pionierami w kraju, w zakresie zmian w cięciach rębnych. Ogółem w Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku modyfikacjom podlega około 45 procent użytkowania rębnego, co stanowi najwyższy wynik w kraju. 

Porozmawiajmy zatem o zmianach klimatu. Czego obawia się Pan najbardziej w tym kontekście?
Tempa tych zmian. To ono budzi największy niepokój. Jesteśmy dyrekcją, w której dominują drzewostany iglaste, a przedstawiane scenariusze dla gatunków takich jak świerk, czy sosna są dla mnie – nie boję się tego powiedzieć – trudne do wyobrażenia. Już teraz widzimy, że wiele drzewostanów, szczególnie starszych, należy opisać jako drzewostany niestabilne.


Sosna to podstawowy gatunek w naszych lasach. Mamy wiele starych drzewostanów sosnowych, które dziś określa się niezdefiniowanym pojęciem „starolas” i które mają być wyłączone z użytkowania.


Dla mnie kluczowa jest nauka – oparta na badaniach i danych. Leśnicy potrzebują autorytetów, stąd przywołanie wybitnego entomologa prof. Andrzeja Szujeckiego, współtwórcy Ustawy o lasach, urodzonego w Stawiskach koło Łomży.  Obawiam się pominięcia czy zmarginalizowania dorobku nauk leśnych.

Obawia się Pan, że zabraknie zgody na działania ratunkowe wobec zmian klimatu?
Zgłaszaliśmy uwagi, przeprowadziliśmy weryfikacje i czekamy na decyzje. Oczywiście pojawia się pytanie, czy w sytuacji zagrożenia będziemy mogli i umieli reagować skutecznie, zwłaszcza na obszarach z wysokim reżimem ochronnym. 


Wierzę w racjonalność. Reakcje społeczne racjonalizują się w obliczy zagrożeń. Przykładem są zachowania w sytuacji pożaru. Jeśli jasno pokażemy skalę problemu i konsekwencje braku działania, myślę, że zyskamy zrozumienie.

Jaki powinny być zatem konkretne działania wobec zamierających dębów, świerków oraz sosen w białostockiej dyrekcji i na jakie decyzje ministerstwa czekacie? 
Posługując się współczesnym określeniem z obszaru militarnego – działania hybrydowe. Dalsze dostosowywanie składów gatunkowych do wymagań siedliskowych, wprowadzanie zmian w strukturze przestrzennej drzewostanu, wprowadzanie gatunków o większej tolerancji na stres wodny, a także ograniczanie spływu wody na terenach leśnych. 


To już się dzieje, tylko w tym roku posadziliśmy siedem mln drzew liściastych, zwiększamy urozmaicenia składów gatunkowych. Od kilkunastu lat prowadzimy też konkretne działania retencyjne i ochronę lasów wodochronnych. 


Jako gospodarze lasów mamy nie tylko formalne uprawnienia, ale też obowiązek dbania o trwałość lasu, nie tylko dla nas, ale też dla przyszłych pokoleń. Dlatego, mając zaplecze doświadczenia i wskazania nauk leśnych, na ile możemy, działamy.


 




Dodano 13:49 28-07-2026


  


  


  


  


  


Subskrypcja

Zostań naszym subkskrybentem a powiadomimy Cię o każdej nowości na naszej stronie.


Reklama