Bagienna Próba

Największy harwester Eco Log 590G od Fortech Serwis pracuje na Warmii, gdzie grząski teren i bagna każdego dnia weryfikują możliwości tej potężnej maszyny.
Warmia nie jest krainą łatwą dla leśników. Tysiące hektarów lasów przeplatają się tu z jeziorami, torfowiskami i podmokłymi obniżeniami terenu. W wielu miejscach wystarczy kilka godzin intensywnego deszczu, by grunt zmienił się w grząskie bagno. To właśnie tutaj, w Pieniężnie, od ponad trzech dekad działa Zakład Usług Leśnych Bogdana Kisyka.
W dniu wizyty Gazety Leśnej padało od świtu. W nocy deszcz był jeszcze silniejszy. Gdy wjechaliśmy na podwórko firmy Bogdana Kisyka, woda stała już między budynkami, a plac przypominał rozlane jezioro.
– Tak wygląda Warmia po porządnej ulewie – uśmiecha się właściciel. – Tutaj trzeba pracować tak, jakby grunt w każdej chwili mógł się pod człowiekiem poruszyć.
Chwilę później dzwoni telefon z lasu. Nowy harwester Eco Log 590G wpadł w głębokie zagłębienie terenu i zakopał się niemal po kabinę.
32 lata w lesie
Bogdan Kisyk prowadzi swojego zula od 32 lat. Jak sam mówi, przeszedł w lesie praktycznie wszystkie możliwe etapy zawodowej drogi.
– Zaczynałem od pomocnika. Potem pracowałem jako zrywkarz, później przez kilkanaście lat byłem pilarzem. Każdy kawałek chleba w tej branży sam spróbowałem zjeść.
Dlatego nic, co dzieje się dziś w lesie, nie jest mi obce – opowiada. Leśnictwo ma zresztą we krwi. Jego ojciec również pracował w lesie.
– Zginął po pracy, wracając do domu. Może właśnie dlatego ten las gdzieś we mnie został. Nie była mi straszna ta robota. Wiedziałem, na czym polega i po prostu zostałem – wspomina.
Dziś firma wygląda zupełnie inaczej niż trzy dekady temu. Zakład obsługuje pięć pakietów w dwóch nadleśnictwach – Ornecie i Zaporowie. To czternaście leśnictw i około 100 tys. m³ pozyskania drewna rocznie. Oprócz ścinki i zrywki firma wykonuje także pielęgnacje, prace hodowlane, transport drewna, wywóz biomasy do zakładów celulozowych, a także usługi poza sektorem leśnym.
– Staramy się nie opierać tylko na jednej branży. Mamy gospodarstwo rolne, biomasę, mulczowanie, pracujemy przy drogach. Jak jedna noga zaczyna kuleć, druga pomaga utrzymać równowagę. Dziś trzeba działać kompleksowo. Samo pozyskanie drewna już nie wystarcza – tłumaczy przedsiębiorca. Firmę prowadzi wspólnie z synem Tomaszem.
Jeszcze kilkanaście lat temu w firmach należących do rodziny Kisyków pracowało około 200 osób. Dziś wszystkich pracowników jest niespełna 80. Nie wynika to jednak z kryzysu, ale z postępującej mechanizacji.
– Dzisiaj większość tych prac wykonują maszyny. Coraz trudniej też znaleźć dobrych pracowników. Operatorów nie bierze się z ulicy – mówi. Kisyk przyznaje jednak, że miał szczęście do załogi. – Mam ludzi, którzy pracują ze mną od lat. Niektórzy przychodzili jeszcze jako młodzi chłopcy. Teraz sami szkolą następnych.
Jednym z nich jest właśnie Dariusz Łapiński, który siedzi dziś w zakopanym harwesterze.
(...)
To jedynie fragment tekstu. Chcesz czytać całe teksty? Zamów prenumeratę "Nowej Gazety Leśnej"!
WIĘCEJ
Dodano 13:55 28-07-2026








